Polskie archiwum X - recenzja

19:13

Oto jest – pierwszy post na Herbacianych myślach”! Zaczynamy od razu od recenzji książki. Na początek wybrałam „Polskie Archiwum X” wydane nakładem wydawnictwa WAM. Tytuł kusi, szczególnie fanów kultowego serialu z lat dziewięćdziesiątych, ale czy rzeczywiście warto sięgnąć do tej książki?



 Zacznijmy od okładki.
 
... że co, że nie ocenia się książki po okładce? Oj tam, gadanie. Wszyscy tak mówią, a i tak zawsze zwraca się uwagę właśnie na okładkę. Nikt mi nie wmówi, że to nie jest ważne.

W każdym razie, „Polskie Archiwum X” znalazłam na tegorocznych Targach Książki w Krakowie. Pamiętam, że tym, co przyciągnęło moją uwagę, był nie tylko tytuł (nawiązujący do jednego z moich ulubionych seriali), ale również bardzo klimatyczna, ciekawie zaprojektowana okładka. Żółty kolor, który żywo przełamuje stonowaną kolorystkę zdjęcia w tle, kojarzy się z taśmą policyjną. Jak się okazuje, jest to skojarzenie całkiem słuszne, bo tematem publikacji są prowadzone po latach śledztwa policyjne z tak zwanej „ciemnej liczby zabójstw”.

Zanim powiem coś o książce, najpierw rzućmy okiem na historię. 

Tytułowe polskie Archiwum X (oficjalnie – Zespół do spraw niewykrytych zabójstw) to jednostka specjalna policji, zajmująca się zbrodniami, których nie udało się wyjaśnić. Często z braku dowodów kwalifikowano je jako samobójstwa, a śledztwa umarzano. Krakowska policja jako pierwsza w Polsce powołała specjalną jednostkę, zajmującą się tego typu sprawami. Miało to miejsce w 2005 roku, ale nieoficjalnie policjanci działali już od sześciu lat. Chwytliwą, kojarzącą się z kultowym serialem nazwę nadali dziennikarze i tak się złożyło, że weszła do powszechnego użytku. Obecnie Archiwa X funkcjonują w każdym mieście wojewódzkim.

Teraz wróćmy do książki.  

Opublikowana przez WAM w 2016 roku pozycja skupia się na formowaniu się pierwszego zespołu tego typu, na wypracowywaniu specyficznych metod śledczych i na spektakularnych sukcesach, jakie odnosili krakowscy policjanci. A było ich niemało. Czytając „Polskie Archiwum X” poznamy kulisy rozwiązania po latach aż dziesięciu głośnych spraw, w tym, między innymi, zagadkę podhalańskiego Hakowego z 2003 roku czy głośne zabójstwo krakowskiego radcy prawnego, które miało miejsce trzy lata wcześniej. Oprócz tego, w książce znajdziemy także rozdział poświęcony specyfice Podhala, gdzie krakowscy policjanci często pracowali, czy też bibliografię, a więc pozycje, które czytają specjaliści od zabójstw po latach. Ot tak, gdyby ktoś był zainteresowany i chciał jeszcze bardziej zgłębić temat.

Książka ma trzech autorów – Piotra Litkę, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka. Dwaj ostatni panowie to policjanci, twórcy pierwszego „Archiwum X”. Piotr Litka jest natomiast dziennikarzem i reporterem, a tutaj pełni rolę kogoś w rodzaju narratora. Wydaje się, że spisuje opowieść snutą przez Michalca i Nowaka, od czasu do czasu włączając w tok narracji ich komentarze i dopowiedzenia. To dobry pomysł, tym bardziej, że zrealizowano go całkiem zgrabnie.  Książkę z pewnością czytałoby się bardzo lekko, gdyby nie to, o jak okrutnych i smutnych rzeczach mówi. Smutnych, bo w gruncie rzeczy każda opisana zbrodnia to wielka tragedia. Za morderstwami zawsze stał jakiś człowiek, często bardzo nieszczęśliwy, działający pod wpływem impulsu i nierzadko żałujący tego, do czego się dopuścił. Takie myślenie o sprawcy – nie jako o okrutnym kacie, ale jako człowieku, a nierzadko ofierze własnych emocji – jest w centrum uwagi policjantów.

Poza samym tekstem, w publikacji znajdziemy też zdjęcia, kopie listów i raportów, a nawet wycinki z prasy. Z jednej strony stanowi to ciekawy materiał uzupełniający snute opowieści, ale z drugiej bardzo rozpycha całość i miejscami nawet rozrywa narrację w niezbyt przyjemny sposób. Zresztą, „Polskie Archiwum X” generalnie ma tendencję do dłużyzn. Natrafiając na kolejne zwyczajnie przegadane opisy, zaczęłam się zastanawiać, czy autor (czyli Piotr Litka) nie pisze trochę na siłę, zupełnie jakby próbował sztucznie zwiększyć objętość książki. Wrażenie nasiliło się przy wspomnianym już rozdziale o specyfice Podhala (pojawiającym się nagle mniej więcej w połowie) i nie opuszczało mnie aż do końca lektury. Trochę szkoda, bo to właściwie jedyna rzecz, którą można zarzucić tej pozycji.

Podsumowując – czy polecam tę lekturę? Jak najbardziej. Pomimo wrażenia rozpychania książki na siłę, „Polskie Archiwum X” to dobra pozycja – szczególnie dla tych, którzy interesują się kryminalistyką. Zdumiewające szczegóły śledztw, nieszablonowe działania policjantów (jako żywo przypominające poczynania Foxa Muldera w serialu) i pojmanie sprawców po latach – to wszystko znajdziemy w książce Piotra Litki. Warto jednak pamiętać, że nie jest to książka tylko o morderstwach i mordercach, ale także (a może przede wszystkim?) o człowieku. Człowieku często nieszczęśliwym, zagubionym i nierzadko doprowadzonym do ostateczności...

I o tym nie zapomnimy ani na moment.

________________________________________________________

Polskie Archiwum X
Piotr Litka, Bogdan Michalec, Mariusz Nowak
Wydawnictwo WAM
Kraków 2016
Stron: 280

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram