Wdowa - recenzja

12:49



Wszystko zaczęło się od zbrodni, a potem... potem na jaw wyszły skrzętnie skrywane tajemnice. Siatka kłamstw zaczęła się rozrzedzać, a skryta w cieniu osoba mimowolnie skupiła na sobie całą uwagę mediów. Co ma do powiedzenia żona człowieka oskarżonego o pedofilię i uprowadzenie dziecka? „Wdowa” to kolejna podróż w głąb ludzkiej duszy. Czy jednak powie nam coś nowego?


Zanim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, pokażę wam, z czym mamy do czynienia. Zacznę od samej autorki, choć informacji o niej nie będzie wiele.

„Wdowa” to literacki debiut Fiony Barton – dziennikarki, która współpracowała z takimi gazetami jak Daily Mail czy Daily Telegraph. Zajmuje się przede wszystkim reportażem, a w 2002 roku uzyskała nagrodę reportera roku w konkursie British Press Awards. Jak sama mówi, pomysł na tę pierwszą powieść pojawił się już dawno temu, i przez lata pracy dziennikarskiej stopniowo dojrzewał. W końcu Barton decydowała się spisać to, co miała w głowie... i tak właśnie powstała „Wdowa”. Co zatem aż tak długo męczyło autorkę?


Tutaj powinnam płynnie przejść do opisania fabuły tej powieści. Cały problem polega na tym, że... to wcale nie jest takie proste. No dobrze, może inaczej: sama opowieść nie jest zbyt skomplikowana, ale sposób, w jaki została przedstawiona – już tak. Ale o tym będzie niżej, na razie skupmy się na fabule.

Ogólnie rzecz ujmując, osią dla wszystkich wydarzeń opisanych w książce jest sprawa zaginięcia kilkuletniej Belli Elliot. Dziewczynka niespodziewanie zniknęła z przydomowego ogródka po tym, jak matka zostawiła ją na chwilę samą. Od tego momentu po dziecku zaginął słuch i pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań i akcji medialnych nikt nie ma pojęcia, co się z nim stało. W którymś momencie analizy zaczynają prowadzić wprost do Glena Tylora – bankiera, który po zwolnieniu z pracy został kierowcą ciężarówki. Chociaż istnieją przesłanki, że to właśnie on odpowiada za porwanie Belli, sprawa nie jest oczywista, a śledczy ciągle mają wątpliwości. Sprawa ciągnie się latami, ale opinia publiczna już wyrobiła sobie zdanie. W całym szumie medialnym wokół Tylora jest jedna osoba, na którą mało kto zwraca uwagę – skryta w cieniu i dzielnie wspierająca Glena żona, Jean. Kiedy niespodziewanie mężczyzna ginie w wypadku to właśnie na niej skupia się cała uwaga dziennikarzy. Czy kobieta wiedziała, kim jest jej mąż? Znała szczegóły zbrodni? Brała w niej udział? A może o niczym nie miała pojęcia? Z tymi i wieloma innymi pytaniami (również zadawanymi samej sobie) musi się zmierzyć świeżo owdowiała Jean... ale tylko od niej zależy, co usłyszy świat. 

 

Tak z grubsza prezentuje się fabuła „Wdowy”. Z grubsza, bo właściwie opowiedziałam Wam ją... od końca. I trochę z innej perspektywy, bardziej obiektywnej, wzbijającej się ponad powieść. Bo przede wszystkim trzeba pamiętać, że chociaż wszystko kręci się wokół zaginięcia małej Belli, jest to niejako tło, na którym rozgrywają się inne dramaty. Główną bohaterką tej książki jest Jean, która w swój własny sposób (i z pomocą życzliwego narratora) prowadzi nas przez pajęczynę kłamstw rozpostartą nad bagnem toksycznego związku. Kobietę poznajemy w momencie, gdy próbuje pozbierać się po śmierci męża i nieco wbrew samej sobie decyduje się na wywiad dla gazety. Postanawia opowiedzieć o swoim życiu u boku mężczyzny fascynującego się potajemnie pornografią dziecięcą i oskarżonego o uprowadzenie dziewczynki. Co z tego wyniknie? Tego nie wie nikt, nawet sama Jean.

Wspomniałam już o tym, „Wdowa” pod względem fabularnym jest raczej prosta, ale jeśli chodzi o strukturę – już nie. Co mam na myśli? Otóż ta książka ma dosyć skomplikowaną oś czasu, bo dzieje się niejako w dwóch momentach naraz. Startujemy w roku 2010, gdy poznajemy Jean. Po śmierci Glena jej dom okupują tłumy dziennikarzy, którzy chcą za wszelką cenę zdobyć jakiekolwiek informacje na temat męża i zaginionej Belli Elliott. Wśród nich jest Kate Waters, której udaje się zdobyć zaufanie Jean i namówić ją na ekskluzywny wywiad do swojej gazety. Przez cztery rozdziały śledzimy losy dziennikarki i wdowy... i nagle w rozdziale piątym bez ostrzeżenia przenosimy się w czasie do roku 2006, w którym zaginęła mała Bella. Do narracji włącza się nam dodatkowa osoba – komisarz Bob Sparkes, który, jak się okaże, bardzo mocno zaangażuje się w poszukiwania dziecka. Po kilku rozdziałach znowu wracamy do Jean i jej wywiadu dla gazety. I tak cały czas.

Jeśli wydaje wam się to nieco szalone to trudno, musicie przywyknąć – ta książka tak ma. Przez całą akcję „Wdowy” skaczemy sobie swobodnie po osi czasu i pomiędzy różnymi perspektywami pisanymi w pierwszej, bądź trzeciej osobie. Co gorsza, w tych skokach nie ma żadnej regularności, żadnego klucza – ot, kiedy autorce jest wygodnie sięgnąć do przeszłości to sięga, a potem znowu wraca do teraźniejszości.

Nieliniowo prowadzona fabuła na pewno ma swój urok, angażuje czytelnika, ale może też być kłopotliwa i trzeba o tym pamiętać. Przygotujcie się na to, że na samym początku lektury nie opuści Was wrażenie jednego wielkiego chaosu. Tym bardziej, że autorce zdarzyło się zmieniać czas i perspektywę w obrębie jednego rozdziału.... Mimo wszystko do takiego sposobu pisania da się przyzwyczaić, i to dosyć szybko. Jestem pewna, że jeżeli sięgniecie po "Wdowę" o już około połowy książki będziecie płynnie przeskakiwać pomiędzy poszczególnymi narratorami i punktami na osi czasu. Przyznam się wam, że w którymś momencie nawet spodobało mi się to narracyjne szaleństwo. Naprawdę przypominało mi metody pracy policji – w końcu podczas trwania śledztwa nie wszystkie informacje od razu wychodzą na jaw, prawda?

Jak do tej pory można uznać, że książka bardzo mi się podobała i w ogóle polecam, tak 9/10. Czy rzeczywiście? No właśnie nie do końca. Owszem, „Wdowa” to książka dobrze napisana i bardzo ciekawa. Porusza trudne tematy, zagłębiając się w mroki ludzkiej duszy – bo z jednej strony jest pedofilia, z drugiej toksyczny związek i manipulacja faktami. W tle widzimy jeszcze niedojrzałość do rodzicielstwa, cynizm mediów, niezaspokojone pragnienia i nieudolność policji, a to wszystko ubrane w kryminalną zagadkę, podane w formie thrillera psychologicznego. Zaraz, zaraz... Widzicie już, jaki mam problem z tą książką?

Kiedy minął pierwszy zachwyt i poruszenie, odkryłam, że „Wdowa” jest właściwie trochę wtórna. Wałkuje po raz kolejny te same myśli i wątki, nie dopowiadając właściwie niczego nowego. Fiona Barton zagłębiła się w coś, co pociąga pisarzy od dziesiątek (jeśli nie setek) lat, ale wnikanie w mroki ludzkiej duszy dla samego wnikania to trochę wyważanie otwartych drzwi. My już wiemy, że człowiek ma w sobie pierwiastek zła, tropy literacko-filmowe podpowiadają też, że im ktoś bardziej niepozorny, tym większa tajemnicę może skrywać i tym bardziej się w nim kotłuje... i tak dalej, i tak dalej. Setki kryminałów mówiły już o nieudolności policji i bezczelności dziennikarzy w grzebaniu w życiu innych, a jeden sprawiedliwy, który wbrew wszystkim dąży do poznania prawdy, to postać właściwie archetypiczna. Oklepanym motywem jest też toksyczne małżeństwo z silniejszym psychicznie mężczyzną, który zawija kobietę w kokon bezpiecznych kłamstw, a ona udaje, że tego nie widzi. Refleksje Jean na temat tego, co się dzieje wokół niej, nie są odkrywcze, a emocjonują właściwie dlatego, że są... no cóż, jej. To ta sama ekscytacja, jak przy podglądaniu przez dziurkę od klucza sąsiada, o którym wiemy właściwie wszystko.



Podsumowując – czy „Wdowa” to książka warta przeczytania? Ostatecznie myślę, że tak. Jest dobrze napisana i mimo że porusza trudne wątki, czyta się ją zaskakująco szybko. Autorka, stosując specyficzny sposób prowadzenia narracji – skacząc po perspektywach i punktach na osi czasu – wymusza na czytelniku gibkość umysłu i umiejętność samodzielnego układania sobie w głowie tego, o czym czyta. A to się ceni. I chociaż dotyka tematyki wielokrotnie już wałkowanej i właściwie nie dodaje nic nowego, to jednak podczas czytania nie mamy poczucia straty czasu. Refleksja przychodzi dopiero później... Jeżeli jednak szukacie thrillera z nutką psychologii, dotykającego tematu kłamstw między małżonkami, manipulacji i ze zbrodnią w tle, „Wdowa” może Wam się spodobać. Nie oczekujcie jednak, że dzięki niej zmienicie swoje nastawienie i inaczej spojrzycie na pewne sprawy. Może tylko, oglądając w telewizji relację z procesu jakiegoś przestępcy, będziecie szukać jego partnerki. Kobiety tkwiącej w cieniu... dokładnie takiej, jak Jean.


________________________________________________________

Wdowa Fiona Barton
Wydawnictwo Czarna Owca 
Warszawa 2016
Stron 456

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram