Podsumowanie czytelnicze 2016 - wyniki ankiety (cz.I)

01:16



Jakiś czas temu stworzyłam ankietę czytelniczą i oddałam wam ją do wypełnienia. Chciałam dowiedzieć się, jakie książki uważacie za najbardziej zaskakujące, a jakie kompletnie was zawiodły. Ale ponieważ jak coś robić, to z rozmachem, postanowiłam od razu podpytać ile, co i jak czytacie. Nadszedł czas, aby podsumować wyniki, ale ponieważ danych jest dużo, zrobimy to w dwóch częściach. Dziś część pierwsza.

Ale zanim dojdziemy do zachwytów i rozczarowań czytelniczych, najpierw krótkie wprowadzenie.

Ankieta została uruchomiona 11 grudnia, czyli w sumie była dostępna mniej więcej tyle, ile planowałam, chociaż z kilkudniowym przesunięciem. Ale to akurat nieważne – istotniejszy jest fakt, że wzięły w niej udział pięćdziesiąt cztery osoby, którym oczywiście bardzo serdecznie dziękuję. Ktoś mógłby powiedzieć, że to mało, ale ja jestem zadowolona. Na tej podstawie już mogę mówić, jakie książki najczęściej są uważane za słabe, a jakie za zaskakująco dobre. No i wiem też dlaczego kto wie, czy to nie ważniejsze.

Moja ankieta składała się z dwóch części. W pierwszej – zgodnej z pierwotnym celem – podpytywałam o książki, które najbardziej zaskoczyły i najmocniej rozczarowały was w tym roku. Tytuł i nazwisko autora były polami obowiązkowymi, ale jeżeli ktoś chciał, mógł również napisać uzasadnienie. Zapytałam też o to, czy przeczytaliście tyle, ile planowaliście, czy może więcej lub mniej. No i czy macie zamiar wrócić do pozycji, która was zniechęciła.

Druga część była bardziej demograficzna – pytałam, kim jest osoba wypełniająca ankietę. Oczywiście, nie chodziło o bardzo prywatne dane, a raczej takie, jak zawsze: wiek, płeć i wykształcenie. Ponieważ ankieta dotyczyła książek, pytałam też o wasze upodobania czytelnicze – jakie gatunki preferujecie, co jest dla was ważne w książkach, no i właściwie ile pozycji rocznie czytacie. Oczywiście w uśrednieniu. Ciekawiło mnie również, jak u was z książkowymi zakupami.

I na te wszystkie pytania odpowiedziały mi dzielnie pięćdziesiąt cztery osoby. Co wynika z ich wypowiedzi? Sprawdźmy!



Jak widać, z kupowaniem książek w ciągu roku nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Moim zdaniem około dwudziestu książkowych zakupów rocznie to całkiem niezły wynik biorąc pod uwagę ceny... 

Matko, pamiętam jeszcze czasy, gdy standardowo za jedną pozycję płaciło się 29,90! Magiczne chwile.

Bardzo podziwiam (i zazdroszczę) tym z was, którzy kupują powyżej 50 książek rocznie. Też bym tak chciała, ale chyba moje regały nie wytrzymałyby takich obciążeń, o portfelu nie wspominając.



Trochę smutna ta statystyka ponad połowie z was nie udało się zrealizować czytelniczych postanowień. Oczywiście nie mogę się wypowiadać za wszystkich, ale nieśmiało przypuszczam, że ma to związek z trochę zbyt ambitnym podejściem do tematu. No bo zobaczcie przykładowo ktoś założy sobie, że przeczyta 100 książek w tym roku. Czyli wychodzi nam mniej więcej dwie pozycje tygodniowo. Wydaje się super i do osiągnięcia... problem polega na tym, że nie zawsze się tak da. Ba, powiedziałabym, że bardzo rzadko się udaje. Mamy życie prywatne, obowiązki szkolne czy zawodowe, a czasem po prostu jesteśmy zmęczeni. Albo akurat jest wybuch na słońcu i nie mamy ochoty czytać. Lub... cokolwiek innego właściwie. I to nie jest nic dziwnego. Ot, życie. I dlatego właśnie, gdy tworzyłam dla siebie i dla was wyzwania czytelnicze na 2017 rok postanowiłam zrobić kilka mniejszych, a nie jedno wielkie. Przecież tak jest łatwiej, a co za tym idzie, bardziej zachęcająco.
 
Ale o tym będzie kiedyś specjalna notka. Wróćmy do naszej ankiety.

Teraz się przygotujcie, bo będzie więcej mojego gadania, a mało ilustracji. Bo oto przyszedł czas na ujawnienie, jakie książki uznaliście za najbardziej zaskakujące i najbardziej rozczarowujące w tym roku. Oczywiście padło wiele odpowiedzi, ale udało mi się wyróżnić kilka najlepszych pozycji. Jakich?

Wygląda na to, że na pierwszym miejscu największych czytelniczych zaskoczeń minionego roku jest „Promyczek” Kim Holden. Sama nie mogę się odnieść w jakikolwiek sposób do tego wyniku, ponieważ nie czytałam tej książki ale ufam waszej ocenie i na pewno po nią sięgnę. Zwłaszcza, że wypowiadaliście się o niej tak:
  • Poruszająca opowieść, która rozrywa serce.
  • Jest niezwykle autentyczna i wyciska łzy, wkrada się do serca i zostaje na zawsze.
Brzmi bardzo zachęcająco.

Zwycięzca! „Promyczek” Kim Holden uzyskał tytuł najbardziej zaskakującej książki roku 2016.


Na drugim miejscu naszego rankingu uplasował się Remigiusz Mróz z książką „Behawiorysta”. W sumie słyszę o tej pozycji tak dużo i tak często, że dziwię się, że nie wskoczyła na miejsce pierwsze... i że sama jeszcze jej nie przeczytałam! Ale czeka grzecznie na półce na luźniejszy czas. W „Behawioryście” chwaliliście sobie wartką akcję i zaskakujące zakończenie, a dodatkowym smaczkiem były nawiązania do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce. Jak dla mnie to wystarczająca zachęta. Od siebie dodam, że bardzo podoba mi się okładka, a to już coś. Stwierdziliśmy już, że "nie oceniaj książki po okładce" to tylko takie powiedzenie.
 
Z innych tytułów, które wymieniliście jako najbardziej zaskakujące w tym roku, wspomnieć można też drugą książkę Remigiusza Mroza, czyli „Trawers”. Pojawiła się również „Wdowa” Fiony Barton (którą recenzowałam niecały miesiąc temu), wstrząsające „Zakonnice odchodzą po cichu” Marty Abramowicz, czy „Pan Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza, jedna z moich ukochanych książek fantasy (serdecznie polecam). Co ciekawe, w tej kategorii został też wspomniany „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” – pozycja, którą wielu uznało za ogromnie rozczarowującą. Ale o tym niżej.
Teraz czas przejść do mniej zaszczytnego zestawienia – tytułów, które najbardziej was rozczarowały.
Wymienialiście różne pozycje, często nawet  nazwy całych serii. Niewiele odpowiedzi powtarzało się częściej niż dwa razy, co dowodzi, że zawód spotkał was na wielu rożnych polach... o ile spotkał w ogóle. Bo jedną z odpowiedzi, które pojawiały się najczęściej, było... „brak”. Albo „nie wiem”. Lub „nie było takiej”. Przyznam, że tego się nie spodziewałam, ale właściwie może to dobrze. Rozczarowania czytelnicze to niemiła rzecz. Oby było ich jak najmniej!
 
Mimo wszystko, udało mi się wyodrębnić kilka tytułów, które powtarzały się najczęściej. Po zliczeniu wszystkich głosów stwierdzam, że niechlubne pierwsze miejsce zajęła „Dziewczyna z pociągu” Pauli Hawkins. Przyznam szczerze, że właśnie tego się spodziewałam. Ilość negatywnych opinii, jakie słyszałam o tej pozycji, może być porównywalna chyba tylko z wielkością jej kampanii marketingowej. Co, swoją drogą, daje do myślenia. Bo czy naprawdę dobra książka potrzebowałaby aż takiego rozgłosu? Nie sądzę.

Tak więc w moim zestawieniu „Dziewczyna z pociągu” uzyskuje tytuł najbardziej rozczarowującej książki 2016 roku. Dlaczego? Oto argumenty:

  • Autoreklama zrobiona na świetnym poziomie, spodziewałam się wciągającej historii, super zagadki, a męczyłam się bardzo podczas jej czytania. Nawet zakończenie okazało się zbyt przewidywalne. 
  • Była tak wychwalana jaka jest cudowna a była przewidywalna i nudna
  • Nie posiada emocji, a główna bohaterka jest irytująca.
Dzięki waszym głosom „Dziewczyna z pociągu” uzyskuje tytuł najbardziej rozczarowującej książki 2016 roku.
Na drugim miejscu w rankingu pisarskiego wstydu uplasował się... „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” pisany pod kierunkiem J.K.Rowling. Zauważyłam, że tą książkę albo się lubi, albo nienawidzi – tak skrajne opinie zbiera. Ja sama ze względu na sentyment do całej serii o małym czarodzieju (hej, to moje dzieciństwo!) po prostu boję się do niej podejść... ale ci, którzy się nie bali, pisali o niej tak:
  • Miałkie, przewidywalne do bólu,  płaskie postacie.
  • Niedociągnięcia w fabule, duże przeskoki między wątkami, liczyłam na coś więcej.
  • Była napisana w formie dramatu, a fabuła nie ciekawiła już tak jak poprzednie części.
Jedną z najbardziej rozczarowujących książek okazało się też być „50 twarzy Greya”, a to ze względu na wulgarność, obleśność i koszmarną ilość błędów różnej maści. Na te rzeczy zwracano już wielokrotnie uwagę, ale jeżeli ktoś potrzebuje dokładnej analizy i pieczołowitego wytknięcia wszystkich potknięć autorki (oraz tłumacza) polecam wideoanalizę Pawła Opydo. Pierwsza część dostępna jest tutaj. Warta uwagi jest również analiza książki „After” – szczególnie, że ta pozycja również została wspomniana jako najgorsza przeczytana.
 
Na liście najbardziej rozczarowujących książek minionego roku znalazło również się kilka lektur szkolnych – na przykład „Król Edyp” czy „ferdydurke”. Może nie powinnam tego robić, ale pozwolę sobie przytoczyć wyjaśnienie na temat tego, dlaczego „Kordian” był rozczarowujący:
 
Tak, to lektura. Ale z powodu mojej nekrofilskiej miłości do Mickiewicza, nie mogę docenić żadnych pozytywnych stron tej książki. Zwłaszcza tego autocytatu na początku. To trzeba być egoistą. 

Uprzedzając ewentualne zarzuty: absolutnie nie jestem w tym miejscu złośliwa czy sarkastyczna. Ten komentarz naprawdę szalenie mi się spodobał i bardzo mnie rozbawił. Autorko, kimkolwiek jesteś – gratuluję i dziękuję za umilenie mi wieczoru!

I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć pierwszą część analizy wyników mojej ankiety. Jak wspomniałam, drugą część przedstawię wam w innym wpisie. Wtedy zajmiemy się ogólnymi danymi i zobaczymy, jakie gatunki literackie są najpopularniejsze, dorzucimy parę liczb do odwiecznego sporu czytnik czy książka papierowa? i sprawdzimy, co jest ważne dla was, jako czytelników. Zdecydowałam się rozdzielić całość na dwie części po to, aby te w gruncie rzeczy bardzo ciekawe dane były łatwiejsze do przyswojenia. Bo pomijając całą pasję do czytania, chyba mało kto byłby w stanie z zainteresowaniem przebrnąć przez kilka stron raportu?

No właśnie. A zatem – do zobaczenia! 



You Might Also Like

0 komentarze

Instagram