Literacki Dzień Kobiet

12:33


 
Nie ma żadnego zaskoczenia – nawet gdyby ktoś zapomniał i nie miał w domu kalendarza, wszystkie media społecznościowe przypomną mu, że dzisiaj jest Dzień Kobiet. A skoro tak, w ramach świętowania przyglądnijmy się wyjątkowym postaciom kobiecym z literatury. 



Zacznę trochę nietypowo, bo od osobistych wynurzeń. 

Wiecie, jaki temat opracowałam sobie na ustną maturę z języka polskiego? „Portret kobiety niezwykłej na wybranych przykładach”. Przypomniałam sobie o tym wczoraj, gdy myślałam, o jakich książkowych bohaterkach warto wspomnieć przy okazji dzisiejszego święta. Nie kombinując więc zacznę od tych, które wyróżniłam jako licealistka. 

  • Małgorzata Beaufort („Czerwona królowa”) – szkoła średnia była czasem, gdy odkryłam i pokochałam prozę Philippy Gregory. I chociaż pełno tam nietuzinkowych postaci kobiecych to właśnie matka Henryka VII, Małgorzata, najbardziej zapadła mi w pamięć. Wychodząc od dziecięcej fascynacji Joanną d'Arc i pragnieniem bycia świętą, stała się bezwzględną lwicą na dworze, skupioną na przedłużeniu rodu, wepchnięciu syna na tron, knuciu i spiskowaniu. Jej siła, bezkompromisowość i uparte dążenie do celu robi na mnie wrażenie do dziś. 

  • Nitta Sayuri („Wyznania gejszy”) – powieść Arthura Goldena to jedna z moich ukochanych książek – wracałam do niej siedem razy. Rozmyślania głównej bohaterki, jej wrażliwość i uczuciowość, a z drugiej strony niesamowita siła wewnętrzna i zdolność do poświęceń, jest po prostu poruszająca. A już szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę dosyć okrutne środowisko gejsz z Kioto i niełatwe czasy na progu II wojny światowej. I tak, wiem, że „Wyznania...” są napisane na kanwie prawdziwych wydarzeń, posprawdzałam to. Pierwowzorem Sayuri była Mineko Iwasaki, która zresztą napisała autobiografię, zatytułowana po prostu „Gejsza z Gion”. Przeczytałam ją i polecam nie mniej gorąco. Ale uważajcie – historia Mineko bardzo różni się od tej przedstawionej przez Arthura Goldena.

  • Jagna Borynowa („Chłopi”) – tak, dobrze widzicie. W moim licealnym zbiorze kobiet niezwykłych musiała się znaleźć jakaś bohaterka z lektury, więc po namyśle zdecydowałam się właśnie na Jagnę. Dlaczego? Bo doceniłam jej odwagę do bycia inną w małej i dosyć surowej wiejskiej społeczności. I owszem, wyszła za mąż za starszego od niej gospodarza, tak jak życzyła sobie jej matka, ale mimo to nie straciła swojego charakteru. Była bohaterką o dwóch twarzach. Z jednej strony wrażliwa na piękno artystka (co – ponownie – nie było zbyt dobrze postrzegane w społeczności, w której żyła), a z drugiej łatwo ulegająca emocjom i dosyć bierna kobieta. Moja uwagę zwróciło też coś, co dzisiaj jest stałym toposem w tak zwanej literaturze kobiecej – rozpaczliwe pragnienie miłości i szukanie jej za wszelką cenę. 

Tyle kobiet podałam jako przykład na maturze. Ale oczywiście wyjątkowych bohaterek w literaturze jest więcej, więc wymieńmy jeszcze kilka. Oto inne z moich ulubienic: 

  • Éowina („Władca Pieścieni”) – to chyba moja ulubiona bohaterka z heksalogii Tolkiena. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, o wiele większe niż kochana przez wszystkich Arwena. Chyba nietrudno zrozumieć, za co ją tak cenię: za szaleńczą odwagę i rozsądek w kryzysowych sytuacjach. Nie bała się przecież stanąć na polu bitwy (a fakt, że musiała w tym celu udawać mężczyznę dowodzi, że nie było łatwo) i w ostatecznej chwili umiała zadać decydujący cios, zabijając tym samym wodza Nazgûli. To naprawdę imponuje. 

  • Ottavia Salina („Ostatni katon”) – uważni czytelnicy Herbacianych Myśli pewnie już zaczęli krzyczeć. Przecież nie tak dawno żaliłam się, jakie to wielkie rozczarowanie spotkało mnie w „Powrocie katona”, jaka to Ottavia nie jest głupia i wyniosła...! To wszystko prawda, bo różnice widać wyraźnie, gdy porównamy kreację bohaterki z obu części książki. I o ile doktor Salina irytowała mnie w drugim tomie, o tyle w pierwszym była naprawdę interesującą postacią. Połączenie odwagi, tupetu, ognistego temperamentu i uczuciowości było z lekka oszałamiające, ale w gruncie rzeczy szalenie ciekawe i przekonujące. Ottavia w „Ostatnim katonie” podjęła co najmniej dwie wielkie i odważne decyzje – o wmieszaniu się w śledztwo wbrew przełożonym i o porzuceniu zakonu i prestiżowej posady w imię miłości. I właśnie dlatego tak bolało mnie to, kim się stała w „Powrocie katona”... oj, a obiecałam sobie, że nie będę juz do tego wracać. Przepraszam.

  • Piękna Katarzyna (Płomień i krzyż t.1) – jest kilka powodów, dla których jeszcze w gimnazjum zauroczyłam się tą bohaterką. Zacznijmy od najbardziej oczywistej sprawy – imię. Wiem, głupota, ale hej kto z was nie ma tak, że z marszu lubi bohatera, który nosi jego imię? No właśnie. Ale Katarzyna miała w sobie coś jeszcze: uwodzicielskie, zakazane piękno niebezpiecznej czarownicy. Dla kogoś, kto fascynuje się tematem czarów więcej naprawdę nie trzeba. W tym wypadku jednak dostałam więcej, a konkretniej fantastyczny, nieoczywisty charakter. Z jednej strony Katarzyna mamiła swoimi wdziękami kolejnych mężczyzn, co zapewniało jej pieniądze i wpływy, a z drugiej w tajnym laboratorium odprawiała mroczne rytuały. No i jest jej trzecie oblicze – jako matki, i to nie byle kogo, bo Mordimera, głównego bohatera całej inkwizytorskiej sagi Piekary. Katarzyna to dla mnie bohaterka świadoma siebie i swojej siły, a z drugiej strony pełna pasji i pragnień. No i zdeterminowana, by osiągnąć swój cel, bez względu na koszta. 

Na mojej imienniczce zakończę już wyliczanie niezwykłych książkowych bohaterek. Wszystkie one mają cechy, które niezmiernie mnie poruszały, chociaż z tego co widzę, w kobiecych postaciach najbardziej cenię sobie upór i odwagę. Popatrzcie, wystarczy zestawić ze sobą kilka ulubionych postaci czy wątków, a od razu można się czegoś ciekawego dowiedzieć. 

Ale literacki dzień kobiet na tym się nie kończy. Nie może, biorąc pod uwagę, że w książkach pełno jest innych wyjątkowych bohaterek. Kogo zatem dodalibyście do mojej małej listy? 


Aha – no i wszystkiego najlepszego drogie panie!



You Might Also Like

0 komentarze

Instagram